Kolejna bitwa morska w szklance wody została wygrana przez prezydenta. On wygłosił orędzie. I odniósł zwycięstwo. Pyrrusowe. Zaiste, w dużym pałacu działa antyprezydencki układ. Skłania szefa do publicznych wystąpień na własnych warunkach. Wypadałyby fatalnie gdyby się dało jeszcze bardziej obniżyć jednocyfrowe notowania prezydenckiego poparcia społecznego. Nie bardzo to już jednak możliwe, to i skutki tego “zwycięstwa” nie będą chyba dla prezydenta tak dotkliwe, jak by mogły być.
Lech Kaczyński przy tym ujawnił się jako lider państw posowieckiej wschodniej Europy. Na ogół małe państwa unijne się doraźnie grupują wokół dużych. Nie bardzo jednak jest rozsądne kreowanie się na ich szefa dlatego, że się im wyświadczyło uprzejmość i zaoferowało własny samolot na wyjazd do Gruzji. Mali nie lubią być traktowani paternalistycznie.
Fiasko poczynań zagranicznej polityki prezydenckiej w sprawie pozyskania bakijskiej ropy i środkowo azjatyckiego gazu jest już raczej wyraźne. W tym świetle rozpoczęcie prac nad budową świnoujskiego gazoportu cieszy niepomiernie. Wraz z obecnie udostępnionymi własnymi złożami zapewni on pokrycie dwóch trzecich naszego zapotrzebowania na gaz. O tym nie było mowy w orędziu ale to się tam nie mogło znaleźć.
Orędzie bowiem było zestawieniem prezydenckich osiągnięć.
Dwa są niewątpliwe. Po pierwsze przyznanie, że Traktat Lizboński i jego poparcie przez Polskę było sukcesem. Po drugie, uświadomienie światu, że obłaskawienie Rosji jest niewykonalne i jej droga do demokracji musi być przeprowadzona przez katharsis, jakie spowoduje izolacja tego państwa. Oba te osiągnięcia sam prezydent znacznie przedtem zdezawuował. Pierwsze poprzez jego sponiewieranie w ambicjonalnych gierkach wewnętrznych. Drugie poprzez mało poważne wypowiedzi o walce z Rosją. Oba się jednak ostały i oba słusznie są przez Lecha Kaczyńskiego podnoszone jako jego osobiste.
Największym jednak osiągnięciem jest doprowadzenie do umowy w sprawie tarczy. Tutaj upór Lecha Kaczyńskiego okazał swą pozytywną stronę. Mamy dzięki temu powody do nadziei, że nasza armia dołączy do nowoczesnych sił zbrojnych Zachodu, jako równa im uzbrojeniem. A to z kolei jest zasługą rządu.
W sumie, nie jest źle. Rosja sama sobie znakomicie szkodzi swoim mocarstwowym podejściem do sąsiadów. Nasze werbalne naśladownictwo jej rzeczywistego tromtadractwa może nam tylko ograniczyć płynące z tego korzyści. Ale ich nie zniweczy.
[Źródło: Stary]

Przepraszam, że ośmielam się pisać na temat może nie bezpośrednio związany z postem. Chciałbym jednak uprzejmie zachęcić do refleksji nad artykułem “Czy Traktat Lizbonski legalizuje pedofilię?”, dostępnym na: http://rzeczywistoscgryzie.wordpress.com/2009/10/21/czy-traktat-lizbonski-legalizuje-pedofile/